Jedną z najbardziej niebezpiecznych rzeczy, jakie mogą się nam przydarzyć, jest nieuświadomiony brak sensu – odbiera on człowiekowi wolność, przejmuje cicho reżyserię jego życia, zamyka go w swoim niszczącym kręgu. Odkrycie braku sensu jest ważnym, niekiedy wręcz niezbędnym etapem rozwoju. Wszystko zależy jednak od tego, jak człowiek to swoje rozpoznanie zinterpretuje. Jeżeli doświadczenie braku sensu pozwala odkryć prawdę, że ja sam nie jestem źródłem sensu, że sam z siebie nie jestem w stanie nadać sensu własnemu życiu – wówczas może okazać się ono wręcz życiodajne.
Doświadczenie wartości wprowadza blask sensu, mamy takie przeczucie, że wartość i sens są bardzo blisko siebie, jak brat i siostra, albo przynajmniej kuzyn i kuzynka. Blisko siebie, a może nawet to jest to samo – kto to wie? Może sens to wartość, a wartość to sens… Na pewno mamy takie wrażenie, że ma sens. W psychoterapii istnieje kierunek, który próbuje leczyć przez przeżywanie wartości. Ludzie, którzy dla przykładu doświadczają piękna – muzyki, malarstwa, relacji, więzi, wspólnoty – słyszą, jakby gdzieś z daleka, cichy głos, który mówi, że jest sens rozpocząć od nowa. Mają wtedy przeczucie, że wartość jest u początku – jak gdyby początek był wartością. Tam, gdzie jest wartość, tam jest początek, który nie opuszcza wędrujących, obdarowując ich nieustannie świeżością i kreatywnością źródła. Dlatego też, gdy doświadczamy wartości, słyszymy: „Jest sens rozpocząć od nowa, niech twoje niepokoje i lęki nie wyznaczają granic twoim możliwościom”. Wartość daje nadzieję, jakby ktoś szeptał: „Już wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze”.
Niejednokrotnie przeżywamy takie doświadczenie, gdy przebywamy w rzeczywistości wartościowej. Dostrzegamy wtedy, jak wartość przynosi ze sobą nadzieję. W chrześcijaństwie istnieje głębokie przekonanie, bardzo ważne przekonanie, że istota człowieka nie znajduje się w człowieku. Co to za byt, który nie ma istoty swojej w sobie? Czy taki byt może w ogóle istnieć? Otóż istota człowieka znajduje się w Bogu. W Psalmie 87. modlimy się słowami „I tańczyć, śpiewać będą – wszystkie moje źródła są w Tobie”. Wszystkie moje źródła są w Tobie. Człowiek nie ma źródła w sobie. Wszystkie moje źródła są w Tobie. Psalm 87, ostatni werset. Człowiek może mieć kontakt ze swoją istotą.
Człowiek ma istotę swoją, swoje źródło, ale ono nie jest w nim. I tutaj ta koncepcja filozofii spotkania, teologii spotkania dochodzi do swojego szczytu. Ja nie mogę powiedzieć „ja mam więź z Bogiem”. To jest w pewnym sensie nieprawdziwe stwierdzenie. Ja jestem więzią z Bogiem, ponieważ w Bogu jest moja istota, moje źródło. Ja mam swoje źródło, oczywiście, że go mam, ale nie w sobie. Tylko w Bogu. Ponieważ moja struktura jako człowieka jest strukturą więzi. Musimy zawsze w tym kontekście myśleć. Inaczej się potwornie pogubimy. Inaczej będziemy szukali jakiegoś źródła w sobie. Gdzieś tam zagłębię się wgłąb siebie i znajdę źródełko. Jest. Wykopię go łopatką. Cyk, Buch, o, jest źródło wartości. O, nareszcie. No człowiek się napracował, ale odkopał. O, teraz się pokażę ludziom na oczy. A no i panu Bogu też przy okazji. Może go przekonam, że jestem fajny chłopak. Może wreszcie uwierzy ten Pan Bóg. Odkryłem źródło w sobie.
Otóż w tej radykalnej koncepcji, że osoba jest więzią, ja nie mam swojej istoty w sobie. Moja istota jest w więzi. Ta istota jest w Bogu. Człowiek nie może istnieć bez więzi z Bogiem. Tak samo jak w relacji z człowiekiem. Człowiek nie może zamknąć się sam w sobie, odizolować się od człowieka i szukać swojej wartości. Błąd. Im dłużej człowiek zagląda w siebie tym bardziej dochodzi do rozpaczy. Mniej odkrywa. Nie mam źródła w sobie. We mnie jest noc i pustka. Jestem jak kropla rosy, która się pojawiła o poranku i leży na trawie. Za chwilę słońce zagrzeje i zniknie. Co jest w człowieku wartościowe? Moje ciało? Uczucia? Moja krew? Mój umysł genialny? To służy jakiejś wewnętrznej pustce, destrukcji, gdy pozostaje oddalone od swojego źródła. Założenie antropologii chrześcijańskiej jest takie, że moje źródło jest w Bogu. W więzi z Nim kontaktuję się ze swoją istotą. Ponieważ człowiek jest więzią. Tak samo jest dokładnie w relacji ludzkiej. Ja odkryję swoją wartość w relacji z Tobą.
Jeżeli ktoś ma ochotę niech zrobi taki eksperyment. Niech się zamknie na kilka lat w swoim mieszkaniu i szuka swojej wartości. Proszę, niech przyjdzie po trzech latach, jeśli w ogóle przyjdzie, i opowie o swojej wartości. Ale proszę doświadczyć pięknego spotkania, spotkać się w niedzielę z kimś, usiąść razem gdzieś w pięknym miejscu z bliskimi osobami. Jak się coś pojawia. Jakby moja wartość była w nim, a jego wartość we mnie. Jesteś wartościowy w moich oczach. „W moich oczach jest pani wartościowa.” „A ja?” „Również.”
W pierwszej modlitwie eucharystycznej odnajdujemy słowa: „Ty nieustannie wszystko stwarzasz, ożywiasz, uświęcasz, błogosławisz i nam ich udzielasz.” To opowieść o procesie kształtowania poczucia wartości człowieka. Nieustannie wszystko stwarza. Ja jestem nieustannie przez Boga stwarzany. Każdego dnia. Z łona jutrzenki zrodziłem cię jak rosę. W blasku świętości, każdego dnia. Tyś moim synem, jam cię dziś zrodził. On mnie nieustannie stwarza. Ja w tej relacji z Nim jestem nieustannie stwarzany. Także moja wartość. Nieustannie stwarzany. Nie ma chwili, w której bym nie był przez Niego stwarzany. Jestem jakby nieustannie w jakimś łonie, w którym On mnie stwarza, ożywia, uświęca, harmonizuje, ale też błogosławi. Co to znaczy błogosławić? Błogosławi, na końcu mówi mi: to jest wartościowe. Jesteś wartościowy w moich oczach. Błogosławić kogoś, to znaczy dobrze o kimś mówić. To zdanie z księgi Proroka Izajasza rozdział 43 werset 4. Bóg mówi do człowieka: <Jesteś wartościowy w moich oczach!> Jestem wartościowy w Jego oczach. Moja wartość jest w Nim. W relacji z Nim. Człowiek uwierzy w swoją wartość wtedy, gdy usłyszy takie słowa: „Jesteś wartościowy w moich oczach.” Gdy Bóg sam mu to powie. Gdy mu pobłogosławi. Błogosławieństwo Boga jest doświadczeniem mojej wartości. Błogosławić znaczy dobrze mówić. Jesteś wartościowy w moich oczach. Widzimy to bardzo wyraźnie w scenie chrztu Jezusa.
„W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu z Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody ujrzał rozwierające się niebo i ducha jak gołębicę zstępującą na siebie, a z nieba odezwał się głos <Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.>” Ojciec nieustannie mówi do swojego Syna Jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie. Jesteś wartościowy w moich oczach. Chrzest każdego z nas jest takim momentem, kiedy każdy z nas słyszy słowa <ty jesteś mój syn umiłowany, moja córka umiłowana, w tobie mam upodobanie, jesteś wartościowy w moich oczach.
Zachęcam do takiego modlitewnego ćwiczenia, aby uklęknąć w kaplicy, przed najświętszym sakramentem w ciszy i bardzo powoli wsłuchać się w te słowa, długo się wsłuchiwać „Jesteś moim synem umiłowanym, jesteś moją córką umiłowaną. W tobie mam upodobanie.
(Wybór tekstów ks. Krzysztofa Grzywocza – MK)

Dodaj komentarz